sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 4 "Odłamek i szelest"

Gdy przeczytacie opowiadanie pod spodem coś jeszcze na was czeka :) 
A to jest moja tapeta na pulpit ;* 


Ps. czuję, że piszę coraz gorzej no ale cóż zrobić jak ktoś uwielbia pisać a nie ma talentu ;__ ; aha i pragnę zaznaczyć, że charakter Lokiego w tym opowiadaniu BYŁ ZAPLANOWANY JUŻ OD DAWNA :). Postawiłam na oryginalność bo we wszystkich opowiadaniach o Lokim jest on "tym złym" i to robi się aż do znudzenia jak o tym czytam. Wiem, że może wam się charakter Lokiego teraz wydawać "przesłodzony" ale uwierzcie, że macie to z przyzwyczajenia. Przyzwyczailiście się do jego złego charakteru. Nie zapominajmy jednak o tym, że Loki miał w sobie jeszcze trochę dobra. W mitologii nordyckiej nie był aż takim psychopatą i socjopatą tylko po prostu lubił dopiec ludziom. Ja postanowiłam ten dobry charakter bardziej wyróżnić. Oczywiście będzie co jakiś czas komuś dokuczał, żeby was zadowolić ale w dużej części będzie dobrą bozią ;*

 Miłego czytania! 




Fallen stała na balkonie w swojej komnacie wyczekując zachodu słońca, bo wtedy miała spotkać się z Lokim. Miała na sobie jedwabną najzwyklejszą suknię, a pod nią dwuczęściowy strój kąpielowy wyciągnięty z szafy życzeń. Rozmyślała o tym, co stanie się z jej rodzicami, czy trafią do nieba? A może do piekła?... Kto pochowa ich ciała? Rodzice to w końcu rodzice, dali jej życie. Głupio było ich tak po prostu zostawić w tym domu, ale policja przyłapała by ją i Lokiego, a wtedy jeszcze więcej polałoby się krwi bo nie mogli dać się złapać. Loki po prostu stanął jej i swojej obronie. Na pewno nie zabiłby ich bez powodu. Oni po prostu byli chorzy. Gdyby nie pili, to na pewno życie rodziców Fallen było lepsze, a oni zagłębiali się w tym coraz bardziej...Nie mogłaby im wybaczyć tego piekła, które robili jej przez tyle lat. Ciało Fallen było posiniaczone, miało dużo blizn. Jednym słowem było zniszczone. Na nogach siniaki nie zniknęły. Nagle z myśli wyrwało ją pukanie do drzwi. Odeszła od balkonu i nacisnęła niepewnie klamkę. A może to Loki? - pomyślała. Ku jej zdziwieniu ujrzała Odyna. Wyglądał na szczęśliwego. Od razu go wpuściła i ukłoniła się -Witaj, przybyłem aby sprawdzić co u ciebie - uśmiechnął się starzec i wyciągnął rękę aby powstała.
-Bardzo dziękuję. Czuję się coraz lepiej. Dziś wieczorem wybieram się, aby popływać w jeziorze - opowiedziała z uśmiechem.
-Niech zgadnę, Loki będzie ci towarzyszył?
-Tak, zaprzyjaźniliśmy się. Jest dla mnie bardzo dobry, dobrze go wychowałeś Wasza Wysokość.
-Miło to usłyszeć. A jak sobie radzisz z nałogiem?
O matko, narkotyki ...niech to! - pomyślała
-Staram się opanować nauk...
-W porządku moja droga - poklepał ją po ramieniu i podszedł do drzwi - Muszę iść. Miłego wieczoru - uśmiechnął się i wyszedł.
- Super! - szepnęła Rose do siebie gdy zamknął za sobą drzwi i usiadła na łóżku. Złapała się rękami za głowę.
Po co mi przypominał, po co się pytał, przecież wcześniej obiecałam, że rzucę a teraz tylko naszła mnie ochota. 
Rose chwyciła za jednego z papierosów, które trzymała pod łóżkiem i zapalniczkę. Włożyła do ust. Jej język robił się mokry a ręce zaczęły się trząść. Wciąż trzymała zapalniczkę koło papierosa i nie mogła zdecydować się czy odpalić.
-Kurrr....waaaa!!! nie mogę... - wypluła skręta krzycząc z zaciśniętymi zębami. Rzuciła zapalniczkę na podłogę z taką siłą, że się połamała. Położyła się na łóżku i zacisnęła na głowie poduszkę. Była zdenerwowana ale pomyślała o Lokim. On nie chciałby, żeby przyszła na spotkanie z nim cała zadymiona. Myślała o niedoszłym pocałunku. Ułożyła poduszkę i oparła się na niej. Chwila i zajdzie słońce. Fallen wstała i ubrała na nogi białe sandałki, które stały koło szafy. Przeczesała szybko włosy - a może już powoli będę szła spacerkiem do wyjścia... -pomyślała związując włosy. Idąc powoli korytarzem natknęła się na całującego się Thora z jakąś dziewczyną. I pomyślała nagle o Lokim. Miała okazję zemścić się na ale uznała, że tylko sobie narobi kłopotów, no chyba że wymyśli coś sprytnego - bingo! - szepnęła pod nosem Fallen Chętnie wystrzeliłaby do nich ciętą ripostę a potem zwiała aż by się kurzyło - nie rób tego, dobrze wiesz jakie to upokarzające - odezwało się coś w jej głowie - to niech poczuje to samo - szepnęła do siebie dziewczyna olewając myśli. Szybko skręciła za ścianę i krzyknęła zbierając się do ucieczki.
-Ej, Thor!, nie zaśliń się czasem! - krzyknęła szybko zwiewając gdzie pieprz rośnie prosto do wyjścia. śmiejąc się pod nosem. Miała szczęście, że na korytarzach było pusto. Oczywiście obiecała sobie, że to był pierwszy i ostatni raz jak komuś dokuczyła. Nagle usłyszała tupanie stóp za sobą. Nie zamierzała się odwracać tylko biegła przed siebie z całych sił. W końcu przed nią pojawił się Loki. Odskoczyła gwałtownie do tyłu jak oparzona.
-O matko! Loki! to ty za mną biegłeś? - zapytała zasapana
-Tak ale nie wołałem by cię nie wydać. Słyszałem wszystko jak mu dopiekłaś, jego mina była bezcenna! - uśmiechnął się jadowicie.
-Super, ale chodźmy już... - odrzekła i wzięła Lokiego pod rękę - prowadź do jeziorka.
Gdy weszli do ogrodu, mijali coraz wyższe drzewa. Był to las mieszany. W jego centrum było jezioro. Gdy dotarli na miejsce, było już całkowicie ciemno. Księżyc oświetlał taflę wody, zrobiło się bardzo spokojnie. Nikt chyba nie zapuszcza się tak daleko w nocy, by popływać. Słychać było odgłosy świerszczy, a dookoła jeziora latały świetliki.
-Ładnie tu - szepnęła oglądając to miejsce - byłeś tu kiedyś?
-Jak byłem młodszy to pływałem tutaj z Thorem - uśmiechnął się - jesteś gotowa?
-Oczywiście, jeszcze tylko mi powiedz jak głębokie jest to jezioro... - wychyliła głowę nad wodą
-Nie wiem dokładnie, ale jest bardzo głębokie. Nie przejmuj się, woda ma dość duże zasolenie, więc uniesie cię bez żadnego problemu - zapewnił Loki po czym zaczął ściągać z siebie górę ubrania. Fallen ściągnęła z trudem lnianą sukienkę, nie mogła przecisnąć się przez biust. Loki śmiał się pod nosem. Gdy z trudem ściągnęła, zaczęła się wyginać, ćwiczyć ręce i nogi a Loki wskoczył na "bombę" ochlapując ją.
-Whuh!...ale gorąca - przetarł ręce i czekał aż Fallen wejdzie - wskakuj wkońcu - machnął ręką w swoją stronę.
Gdy i ona wskoczyła poczuła jak robi jej się ciepło na skórze, ale nie gorąco.
-Dla mnie woda jest w sam raz. Nie za ciepła i nie za zimna - uśmiechnęła się dumnie  i podpłynęła bliżej niego.
-A ja jestem chodzącym lodem, nawet w ciepłej wodzie jestem chłodny, mimo że czuję czasami ciepło. Ale spokojnie nie roztopię się.
Fallen nic nie powiedziała, podpłynęła bliżej i złapała za jego rękę.
-Na ile możesz wstrzymać powietrze? - zapytała Fallen
-Na nie więcej niż piętnaście minut - pokazał smutną sztuczną minę.
-O boże, to i tak dużo. Ja tylko na dziesięć. Chodź, zanurkujemy! - zachęciła
-Z chęcią ale ciśnienie jest bardzo duże, jesteś pewna, że dasz radę?
-Jasne, trzymajmy się za ręce i damy radę - odrzekła łapiąc go za rękę i obydwoje zanurkowali wstrzymując powietrze. Pod wodą było bardzo ciemno, Loki za pomocą czarów świecił w niektóre zakamarki, widoczność pod wodą była ograniczona, dlatego wszystko jest rozmazane. Płynęli bardzo szybko, zeszli już dosyć głęboko. Z każdym metrem ciśnienie się podwyższało a woda robiła się chłodniejsza, nagle Fallen odwróciła się w stronę Lokiego i wskazała palcem jeszcze niżej. Wydawało się, jakby coś znalazła. Gdy chłopak spojrzał w to miejsce na jego twarzy zagościła ciekawość. Postanowili szybko podpłynąć i sprawdzić co to jest. W końcu wyłoniło im się dno jeziora a w jego piasku spoczywała tajemnicza świecąca się kostka. Wyglądała na odłam.
Loki lekko dotknął ramienia Fallen i machnął ręką ku górze, co oznaczało powrót. Czuła, że powoli ucieka jest cenne powietrze i że nie utrzyma w połowie drogi. Oznajmiła to Lokiemu smutnym wyrazem twarzy, klepiąc się ręką po piersi. Chłopak podszedł bliżej niej i złączył z nią usta przekazując trochę tlenu po czym pociągnął za rękę i zaczęli bardzo szybko płynąć ku górze. Fallen zacisnęła mocno zęby.
Gdy wypłynęli na powierzchnie dziewczyna łapała ogromne hausty powietrza łapiąc się za płuca. Loki nie był aż tak wyczerpany. Obydwoje na widok niebieskiego odłamka uśmiechnęli się.
-Wszystko okej? - podpłynął Loki obejmując ją.
-Tak, już lepiej... dziękuję, na prawdę... dziękuję - wysapała.
-Nie warto było tak ryzykować dla jakiejś kilkucentymetrowej kostki, dla mnie ona nie ma jakiegoś wielkiego znaczenia.
-Ale dajmy to Odynowi, jako relikt. Może dostaniemy coś w zamian - uśmiechnęła się
-W sumie pomysł całkiem niezły. Może dostaniemy coś w zamian...
Zapanowała nagle niezręczna cisza. Fallen popatrzyła się na Lokiego kątem oka a na jej ustach zrobił się lekki uśmiech.
-Musze ci coś powiedzieć...-zaczęła - tam wtedy... pod wodą, gdy kończyło mi się powietrze...jak mnie pocałowałeś...to było...łał...- przełknęła ślinę.
- A mógłbym powtórzyć jeszcze raz? - szepnął Loki
Nagle w lasku zrobiło się ciszej. Świerszcze przestały wydawać dźwięki. Świetliki odleciały. Fallen pokiwała nieśmiało głową i popatrzyła się Lokiemu w oczy. On przytulił ją do siebie. Kilka sekund patrzyli sobie w oczy, w końcu zbliżyli twarze i nagle coś zaszeleściło w lesie, tak że Fallen omal nie dostała zawału. Odwrócili się gwałtownie by sprawdzić co spowodowało ten szelest. A może to jakieś zwierze? Niczego nie było. Pocałunek kolejny raz nie wypalił. Jednak poczuli się trochę dziwnie i czas było się zbierać.  Loki nie był zadowolony a Fallen westchnęła głęboko.
-Loki, chodźmy stąd bo trochę się boję... - powiedziała przyciszonym głosem. On nic nie powiedział, wyglądał na zestresowanego. Wstał i pomógł wyjść dziewczynie z wody.
Ona powoli zaczynała wierzyć, że nigdy się nie pocałują i spuściła smutno głowę. Podniosła lnianą sukienkę z trawy i założyła na siebie a Loki ubrał szatę w kilka sekund za pomocą czarów.
-Trochę krótko pływaliśmy - stwierdził chłopak
-No... - odrzekła lekko zasmucona.
Przed parę minut szli w ciszy, zatrzymali się koło zamku i w końcu Loki nie wytrzymał. Mocno przyciągnął Fallen do siebie łapiąc za talię i całując czule w usta. Dziewczyna była zaskoczona ale uśmiechnęła się. Pocałunek był bardzo przyjemny. Nie chciała go przerywać, więc zaczęli go przyspieszać. Fallen wtuliła się w jego klatkę piersiową a on objął jej plecy ręką jeżdżąc w górę i w dół. Dotykał jej włosy. Słychać było ich oddechy. Usta Lokiego i policzki zrobiły się teraz bardzo czerwone, mimo iż były dalej chłodne. W końcu uznali, że wystarczy przyjemności. Oddychali szybko napełniając płuca chłodnym powietrzem. Zadowoleni i uśmiechnięci wrócili do zamku. Po drodze udali się na późną kolację.

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 3 "Po resztę"

Cześć! :). Opublikuję kolejny rozdział. Trochę się nad nim namęczyłam. Mam nadzieję, że się spodoba. A to dla was, zdjęcie Loczka ;* I miłego czytania!



Asgard był miastem na tyle dużym, że nie dało się go zwiedzić całego nawet w tydzień, dlatego Loki pokazał Fallen tylko te bardziej ważne miejsca, do których mogła by chodzić, jeśli będzie się nudziła lub po prostu gdyby miała jakąś inną pilną potrzebę. Lecznica, bank, sklep z gadżetami i księgami, karczma i pole treningów dla wojowników. Loki nie mógł całkowicie poświęcić Fallen czasu, ponieważ pełnił w Asgardzie rolę Agenta. Miał też dużo pracy przy pergaminach. Często chodził na różne podsłuchy, albo pilnował skarbca w zamku, gdy strażnicy szli na służbę. Sam nie miał czasu dla siebie i to go trochę przytłaczało . Ponadto jeszcze chciał się spotykać z przyjaciółką. Dawno też nie czytał swoich ulubionych książek z zaklęciami i technikami walki na dwa sztylety. Praca irytowała go coraz bardziej. W końcu gdy Fallen poszła do swojej komnaty wziął się za obowiązki. Używając zaklęcia niewidzialności i niesłyszalności kręcił się w Jottunheimie i sprawdzał czy ich wrogowie nie szykują się na Asgard. Podsłuchiwanie w Jottunhaimie nie sprawiało mu żadnej przyjemności, gdyż czuł obrzydzenie do tej rasy i nienawidził jej z całego serca. W dodatku jeszcze stamtąd pochodził. Ciekawiło go jedynie czy żyje jego prawdziwa matka, czy razem z Laufeyem zginęła na wojnie. Nie mógł pojąć, dlaczego go porzucili, gdy był dzieckiem. Co im takiego się w nim nie spodobało? Przecież mógł zasiąść na tronie tego miejsca. Wchodząc do lodowego zamku, w którym siedział władca rozglądał się bardzo uważnie szukając drzwi do jakiegoś innego pomieszczenia. Nie znosił widoku rozkraczonego, lodowego bydlaka, który siedział na tronie. Wyglądał na starca jednak brody nie posiadał. Nie dość, że był łysy i miał na całym ciele jak i na twarzy różne znaki, to jeszcze był półnagi. Skoro siedzi na tronie to znaczy, że był dziedzicem. A tron dziedziczą tylko dzieci króla. Czyli to jest mój brat? Jeśli nawet, to dlaczego woleli go niż mnie? - pomyślał chłopak wchodząc do lodowego pomieszczenia które wyglądało na biuro. Na stole z lodu leżały różne pergaminy, które były z rogów pokryte szronem, oraz pióro w kałamarzu. Loki chwycił do ręki kawałek papieru i zaczął czytać. Od razu spojrzał na datę, było to bardzo dawno napisane. Jeszcze w roku dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dwudziestym pierwszym, a on urodził się w dziewięćdziesiąt osiem tysięcy dwudziestym pierwszym - szepnął do siebie Loki. Szybko obliczył. Ma tysiąc lat. Pergamin musiał być napisany w dniu jego narodzin. Zaczął czytać. 

Ludu oto wspaniała nowina! narodził się książę Jottunheimu, syn Laufeya i Ferbauti. Wielki Lokhorn... - Loki czytając to, zamarł. Odłożył pergamin i przetarł oczy z niedowierzania. W końcu odważył się czytać dalej - ...będzie on kiedyś sprawował władzę w Jottunhaimie, podbije wszystkie dziewięć światów. Będzie dowodził wielką walką pomiędzy Bogami, gdy nastąpi zmierzch Bogów! W wyniku tej wojny, Asgard strawi ogień, wszystkie gwiazdy zgasną a Midgard zatopi wielkie morze! Z tej toni wyłoni się nowy świat i nastąpi era bez przemocy, bez mordów i wojen! Dzięki przyszłemu dowództwu Lokhorna, Jottunhaim nigdy nie będzie zagrożony na ataki i podsłuchy ze strony Asgardu. Chwała przyszłemu wybawicielowi Jottunheimu! - Loki westchnął gdy skończył to czytać. Trzęsły mu się ręce z nerwów. Zabrał ze sobą wszystkie dokumenty, nie miał siły czytać kolejnych. Nagle wychodząc natknął się na kobietę z długimi czarnymi włosami, która po części bardzo była podobna do niego samego. Miała niebieską skórę, czerwone oczy, delikatne rysy twarzy i dość smutną minę. Loki cofnął się kilka kroków by sprawdzić co zrobi. Kobieta usiadła na krześle przy biurku, wysunęła z lodowej szufladki małe zdjęcie. Loki podszedł od tyłu by zobaczyć co na nim jest. Kobieta pociągnęła nosem jakby płakała. Loki zobaczył na zdjęciu małe dziecko, które obejmuje ona sama. Nagle kobieta kątem oka dostrzegła, że na biurku brakuje ważnych dokumentów. Gwałtownie wstała z krzesła jak oparzona. Loki szybko cofnął się i pobiegł do wyjścia. Ostatni raz spojrzał na kobietę i odszedł z dokumentami. Gdyby nie zaklęcie niewidzialności to prawdopodobnie trafiłby do ich skostniałych lochów. Gdy znalazł się w Asgardzie od razu zrobiło mu się cieplej na skórze. Cieszył się, że mieszka w Asgardzie a nie w Jottunheimie. On by nawet nie mógł wytrzymać wśród tego lodu zwłaszcza w tak odrażającej postaci. Z czerwonymi jak krew oczami, niebieską skórą i jeszcze jakimiś stygmatami na twarzy. Usiadł w spokoju i rozdzielił te dokumenty, które jego dotyczą. Postanowił je zachować dla siebie a edykty oddać Odynowi. Tak też zrobił. Chciał jeszcze spotkać się z Fallen by porozmawiać o jego nowym odkryciu. Wchodząc do Sali tronowej, zagadał do niego Thor. 
-I jak na misji? jest coś nowego, bracie? 
-Same stare edykty, raczej nic złego nie planują... Gdzie jest Ojciec?
-Tu jestem, Loki - nagle zza Thora wyszedł starzec i wystawił rękę mówiąc - daj mi te edykty i masz czas dla siebie. Loki dał mu szybko papiery i przetarł dłoń o spodnie. Wyminął Thora i poszedł już w kierunku komnaty Fallen. Na jej myśl od razu szeroko się uśmiechnął. Natknął się na dziewczynę tuż za zakrętem w korytarz. Gdy go zobaczyła, wciągnęła szybko powietrze i rzuciła mu się na szyję. 
-Loki! już wróciłeś! opowiadaj jak tam było? 
-Źle, jak to w pracy a jak u ciebie?
-Słuchaj, mam ogromną prośbę. Czy możemy wrócić na chwilę do Tennessee? muszę zabrać z domu resztę rzeczy. Miałam tam swój albumik ze zdjęciami, rysunki, paszport, podpaski, kartę kredytową, mini radyjko i moje ulubione ciuchy. No i moje dyplomy i medale z pływania, strzelnictwa i skoku wzwyż z liceum, autografy, no wszystko! Oh i jeszcze obrazy z Marilyn Monroe i Audrey Hap... 
-...Po wszystko zaraz pójdziemy, weźmiesz to co potrzebujesz - przerwał jej Loki 
-To chodźmy teraz - chwyciła go za rękę i wybiegli z zamku prosto do Heimdalla. Loki w ogóle się nie męczył przy bieganiu ona natomiast ledwo łapała tchu. 
Gdy dotarli, Loki poprosił go o teleportację zgodnie z adresem, który podała mu Fallen. 
Teraz znaleźli się przed niewielkim domem w Tennesse, a właściwie ruderą, w której mieszkała dziewczyna. Fallen przełknęła nerwowo ślinę, powróciły do niej te straszne wydarzenia jak rodzice znęcają się nad nią. Z każdym krokiem coraz mocniej wtulała się w rękę Lokiego. 
-Loki, broń mnie gdyby chcieli mi zrobić krzywdę. Nie wiadomo jak zareagują  na mój nagły powrót... pakowanie zajmie mi trochę czasu. 
-Będę przy tobie. Wchodzimy - Fallen nacisnęła klamkę. Gdy otworzyła drzwi na oścież aby wejść do środka buchnął w ich stronę paskudny fetor wymiocin i smród alkoholu. Obydwoje skrzywili miny. Loki szedł tuż za nią trzymając przyjaciółkę za rękę a drugą zatykał nos. Po kątach były porozrzucane buty i przepocone ubrania. W jej oczach zbierały się łzy a policzki robiły czerwone. Nagle poczuli przeciąg od okna i drzwi gwałtownie zamknęły się trzaskając a para podskoczyła.
-Ktoś przyszedł, Stachu idź zobacz! - odezwała się kobieta z drugiego pokoju. Miała zachrypły i pijany głos. 
Fallen zabiło mocniej serce. Odwróciła się w stronę Lokiego. 
-Loki, bądź przy mnie - szepnęła
-Fallciu?! Fallcia przyszła! Irena chodź no tu! ... no proszę, kogo my tu mamy! a ten cymbał to kto?! - odezwał się wrednie ojciec. Zaraz koło niego stanęła matka z pustą butelką w ręku, na której widok, Fallen zakręciło się w głowie. Loki był przy niej i patrzył się z odrazą na jej rodziców. 
-Nie będę z wami rozmawiać. Przyszłam po resztę rzeczy - mówiła powstrzymując łzy. Cała drżała. 
-Nigdzie nie pójdziesz suko! jesteś nasza! myślisz, że co! że pójdziesz sobie od tak?!  - machnął rękami ojciec. Ryknął tak mocno aż opluł sobie brodę. Jego ubrania nawet nie można było nazwać ubraniem, to były jakieś łachy!
Loki puścił jej rękę i stanął przed Fallen bo czuł, że musi zaingerować! 
-A chcesz się przekonać, że pójdzie, sukinsynu?! - warknął na niego chłopak.
Wtedy Fallen weszła do pokoju i zaczęła pakować swoje rzeczy w szybkim tempie. Loki grodził im drogę do jej pokoju. 
-Ty jebany... o... ja ci dam! - rzucił się pijak na Lokiego. Matka zbiła na nim butelkę ale ani trochę go to nie zabolało mimo, że szkło zdarło mu jego zieloną szatę na brzuchu. Fallen odskoczyła jak oparzona, gdy usłyszała tłuczenie szklanej butelki. Zanim zdążyła wyjść, Loki zamachnął się mocno i uderzył ojcem o matkę tak, że obydwoje uderzyli o ścianę. Nie przeżyli tego. 
-Loki...zabiłeś ich... oszalałeś!!! oni byli pijani... boże... - z jej oczu popłynęły łzy, później przypomniała sobie, jakie krzywdy przed z nich znosiła i starła łzy -i co teraz? a jak zaraz przyjedzie policja? zwijajmy się,...
-Wybacz, chciałem cię tylko obronić. Nie mogę pozwolić by ci coś zrobili, poza tym szkło przedziurawiło mi szatę... Pomogę ci się pakować, daj jedną walizkę - Loki wszedł do pokoju i wziął od dziewczyny dużą torbę na kółkach i zaczął pakować wszystko co było w jej pokoju. 
Obrazy z jej ulubioną Marilyn Monroe i Audrey Hapburn, płyty z muzyką i radio, mp3 ze słuchawkami, notatniki, długopisy, ulubione książki, maskotkę królika... 
-Po co ci maskotka królika? - zaśmiał się
-Lubiłam się do niej przytulać bo nie miałam do kogo...ale nie gadaj tylko pakuj a ja idę po podpaski, plasterki i kartę kredytową rodziców do drugiego pokoju... 
Wchodząc do salonu przypadkowo w oknie dostrzegła zbliżających się policjantów. Zabrała z barku pieniądze i karty kredytowe. A z toalety wzięła podpaski w razie gdyby dostała "cioty". Szukać plastrów już jej się nie chciało. 
-Loki, policjanci tu idą oni mają pistolety, musimy się zbierać! - powiedziała biegnąc do swojego pokoju. Zapakowała resztę i zapięła zamek. 
-Zrobimy tak.. - zaczął Loki
Gdy policjanci wparowali do mieszkania Fallen z pistoletami w rękach zobaczyli totalny chaos w mieszkaniu i do tego poczuli smród. Na przeciwko nich leżały ciała rodziców dziewczyny, na przed pokoju tłuczone szkło. Jeden policjant zaczął sprawdzać tętno a reszta pokoje. Nikogo jednak nie znaleźli a ludzie nie żyli. 
-Sierżancie na prawdę widziałem dziewczynę w oknie! myślałem, że już nam się nie wymknie! 
-No to miałeś zwidy, nikt tak szybko nie ucieka z domu po dokonanym morderstwie! Zabierzemy ciała i zrobimy sekcję zwłok. A ty wezwij patrole by przeszukali dokładnie okolice domu. Możliwe, że wyskoczyła oknem! 
Tym czasem Loki i Fallen dotarli już do Asgardu. 
-Haha, pomysł z tą niewidzialnością był niesamowity! nieźle ich przechytrzyłeś Loki - powiedziała dziewczyna
-To było totalne szaleństwo wracać tam - mówił niosąc jedną walizkę. 
-No tak, ale te rzeczy zachowam na pamiątkę, poza tym radio i mp3 jeszcze działają i zawsze umilą mi czas gdy będziesz na służbie...
-...Umiesz pływać? - zapytaj nagle z ciekawością w głosie
-No pewnie, mam trzy złote medale. Chciałam być ratowniczką ale rodzice zakazywali mi...
-A może... popływamy dzisiaj wieczorem? - zaproponował 
-Na prawdę?! chcesz ze mną pływać? - podskoczyła z radości 
-Oczywiście, w ogrodzie jest nieduże jezioro z ciepłą wodą. 
-Jesteś kochany!!! -krzyknęła radośnie przytulając go mocno i odruchowo pocałowała go mocno w policzek. 
Loki uśmiechnął się lekko i uniósł brwi z zaskoczenia. Jego policzek zrobił się ciepły. 
-Ops! przepraszam, to tak odruchowo! na prawdę nie chciałam... - skrzywiła się i złapała za głowę. 
Nagle policzek Lokiego znów stał się zimny. Opuścił brwi, zrobiło mu się w duszy trochę przykro bo już chciał to odwzajemnić. 
O matko, co ja mówię... widać że się przejął! może myślał, że coś więcej do niego czuję, skoro dałam mu buziaka...
-A tfu! co ja gadam, podobał się buziak?
Zapanowała nagle niezręczna cisza. W końcu chłopak uśmiechnął się szeroko a później skupili na sobie wzrok. Zbliżyli się do siebie powoli, Loki czule objął Fallen w talii. Teraz ich twarze były blisko, coraz bliżej, para zamknęła oczy, już czuli swój oddech... 
-Loki! mam do ciebie sprawę! - nagle Fallen usłyszała gruby męski głos. Loki szybko ją puścił. Zrobił ponurą minę. 
Był to brat Lokiego. Fallen zaczęła dokładnie mu się przyglądać. Serce waliło jej tak, że aż dudniło w uszach. Gdyby nie facet z młotem, dokonałby się jej pierwszy w życiu pocałunek. A teraz wszystko na marne. Blondyn podszedł do niej, pocałował w rękę i przedstawił się. 
-A cóż to znów za sprawa? ile jeszcze będziecie zatruwać mi życie tymi ciągłymi zasranymi sprawami... - powiedział Loki z pretensjami. 
-A czy coś przerwałem teraz ważnego? - odrzekł szczerząc się aż zrobiły mu się zmarszczki koło oczu.
Bezczelny i głupi typ - pomyślała Fallen.
-Tak, ważnego! dla mnie ważnego! - krzyknęła dziewczyna do Thora.
-No to innym razem przyjdę... - uśmiechnął się Thor jadowicie i odszedł. 
-Co to za sprawa, jeśli można wiedzieć?! - krzyknął za nim chłopak
-Innym razem! - zaśmiał się Thor jadowicie. 
Loki tupnął nerwowo nogą i puścił walizki. 
-To się pierdol - wyszeptał w jego stronę. Fallen wybuchła śmiechem. 

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 2 "...Bezpiecznie"

Następnego dnia Fallen się obudziła. Wiedziała, że to nie sen a rzeczywistość. Że spała w ogromnym puszystym jak chmura złotym łożu w złotej komnacie. Ciekawe czy każdy pokój jest ze złota? Tak myślała patrząc się w sufit na diamentowy żyrandol. Skoro już tu jestem to w końcu zaznam błogi spokój. Żadnych pijanych rodziców, nabijania się i przemocy. Może zakocha się we mnie jakiś mężczyzna albo ja w nim... i może poznam nowych ludzi. Nie mogę się tego doczekać. Jeszcze nigdy nie byłam taka podekscytowana tym wszystkim - pomyślała sobie i wstała z łóżka. Podeszła do szafy i wyciągnęła swoją wcześniejszą suknię. Ściągnęła bieliznę, w której spała. Sukienka była w miodowym kolorze. Odkrywała kawałek brzucha i miała średni dekold ani nie za duży ani nie za mały. Miała na sobie jakiś brokat bo w blasku słońca, które przezierało się przez okno od jej komnaty, zaczął się mienić i błyszczeć. Dzięki temu sukienka nie była taka zwyczajna. Pokazywała to co w Fallen było najpiękniejsze. Uwydatniała piersi i pokazywała płaski brzuch. Dekolt wysadzany byl diamencikami tak samo jak i koniec sukni. Zapinając z boku zameczek od sukienki pomyślała o biżuterii. A skoro pomyślała to szybko otworzyła szafę. Tak jak podejrzewała, znalazły się tam małe srebrne kolczyki i wisiorek. To wszystko było w kształcie serca. Ubrana, poszła do toalety. Przy lustrze obok wanny, na szklanej półce były kosmetyki różnego rodzaju. Od eyelinera aż po korektor. Chwyciła ostrożnie korektor i zasmarowała lekko miejsca w których widać było zaczerwienienia i "pajączki" a później przypudrowała lekko całą twarz i kawałek szyi. Następnym kosmetykiem był błyszczyk który nałożyła na jedną wargę. Zacisnęła je w celu rozprowadzenia na drugiej i zaczęła malować rzęsy. To był cały makijaż. Wychodząc z toalety pomyślała sobie czy ja aby trochę nie przesadziłam z tym picowaniem się? to raczej nie zbyt w moim stylu. Nawet nie wiem czy jest tutaj jakaś kobieta która podobnie się pindrzy. A może... w sumie zawsze warto spróbować jakiegoś innego image'u [czyt. imidżu] - pomyślała. Założyła buty i wyszła spacerując po korytarzu. Zastanawiała się gdzie ma iść by znaleźć Lokiego. Nagle zobaczyła przed sobą dziewczynę w czerwono-srebrnej krótkiej sukience idącą w jej stronę ale patrzyła oczami gdzie indziej. Gdy przeszła koło Fallen ta zagadała do niej w celu zdobycia jakiś informacji.
-Hej! nie przeszkadzam? chciałabym się o coś zapytać...
-Cześć, co jest? - odpowiedziała obca
-Czy jest tu jadalnia?
-No to raczej, że jest - uśmiechnęła się - idź do końca korytarza, skręć w prawo i schodami w dół. Później w prawo i już znajdziesz się w jadalni.
-Dziękuję, a... gdzie jest Loki? - gdy już dowiedziałam się tego co chciałam zapytałam o Lokiego przy okazji.
-On tam właśnie jest. Konsumuje razem ze swoim bratem. Jeśli nigdzie nie pójdą to jeszcze poznasz Thora - uśmiechnęła się.
-Okej, dziękuję - odwzajemniła uśmiech i ruszyła przed siebie.
-Czekaj! - zawołała za nią obca - jak się nazywasz?
-Fallen, a ty? - wyciągnęła rękę
-Sif - uścisnęła - no to leć, na pewno się jeszcze zobaczymy.
Jej! jaka ta dziewczyna była miła, i miała taką ładną sukienkę... czyli nie tylko ja się tak ubrałam. To dobrze. Przynajmniej nie mam się o co martwić.


Sif patrzyła się na Fallen gdy zmierzała już w stronę jadalni. Zaciekawiła ją jej osoba. Taka ładna... i jeszcze ta sukienka, kurczę skąd ona jest? z Midgardu na pewno nie, może to jakaś czarodziejka albo uczennica Lokiego? cholera wie... myślała sobie. 

Gdy już schodziła ze schodów słyszała śmiechy i rozmowy. Prawdopodobnie była tuż koło jadalni. W końcu weszła tam. Wszyscy mężczyźni jacy tam byli uciszyli się i zaczęli patrzeć się na Fallen. Jeden z nich nawet zagwizdał. 
Co do cho... gdzie jest Loki... i czemu oni tak reagują jak mnie widzą...? Ach... no tak... zapomniałabym że "jestem piękna" hahaha - powiedziała sobie w myśli. Nagle z jednej ławki z tłumu mężczyzn wyłonił się Loki. Jedną ręką pomachał do niej a drugą trzymał kufel z... piwem? wyglądało to na piwo bo miało białą pianę ale kolor jakiś taki jasno-brązowy. Nie zwracała uwagi na facetów którzy szeptali między sobą i patrzyli się na nią. Nagle jakiś pijak klepnął ją w pupę. To było świńskie zachowanie. Loki wyszedł z ławy i miał nie ciekawą minę z tego co jej zrobił. Ja pierdolę, ale mu spuszczę... - wkurzyła się w myślach. Nim Loki doszedł do rudawego krasnala w srebrnej zbroi który ją tak bezczelnie potraktował, sprzedała mu pięścią w twarz z taką siłą że przewrócił się na stół i wywalił przy tym talerze. Loki stał zamurowany. Nie żałowała tego co zrobiła. Inni mężczyźni ze strachu przed nią przestali zwracać na nią uwage. Loki szybko do niej podszedł i wyprowadził z jadalni by poważnie porozmawiać. Był zdumiony tą siłą. 
-Przepraszam Loki, ale on mnie wkurwił na całego! nie dam się tak bezczelnie traktować - tupnęła nogą i zrobiła nadąsaną minę. 
Chłopakowi jednak się to spodobało bo miał bardzo szeroki uśmiech. Nie sądziła, że zacznie ją chwalić. 
-No, jak na taką piękną i drobną to siłę też masz. Nie ma co - złapał się rękami za biodra
Widział, że Fall ma nadal niezbyt radosny uśmiech. 
-Nie zrobiłaś nic bez powodu. Miałaś prawo się bronić przed takim zachowaniem. Też chciałem mu wpieprzyć no ale cóż, zrobiłaś to lepiej - poklepał ją po ramieniu.
-Jestem głodna a nie chcę jeść w ich obecności. Nie wiedziałam, że niektórzy faceci tak wrednie traktują dziewczyny... chociaż w sumie i tak z gorszym traktowaniem się spotkałam, ale to była nowość. Nie wiedziałam czy się śmiać czy przywalić tej osobie. Na rodziców nie potrafiłam podnieść ręki bo ich alkoholizm to choroba, robią wszystko po pijanemu i nie zdają sobie z tego nawet sprawy. Później głupio jest im się tłumaczyć z tego skąd mają siniaki tu i ówdzie. 
- Poczekaj tu sekundę, wezmę ze sobą jedzenie i zjesz sobie w spokoju na schodach - powiedział Loki pośpiesznie i wszedł do pomieszczenia. Podszedł na chwilę do gościa któremu przywaliła Fallen i mówił coś do niego szarpiąc za chabety. Nie było za bardzo co usłyszeć bo szeptał. W końcu puścił go totalnie jakby zastraszonego i podszedł do stolika w którym siedział wcześniej zabierając talerz z jedzeniem i kielich z napojem. 
-Znamy się już dwa dni a ty jesteś taki troskliwy - uśmiechnęła się wyciągając ręce po posiłek
-Nie ma za co. Trzymaj - podał jej tacę odwzajemniając uśmiech - chodź, usiądziemy sobie - wskazał ręką na schody. Usiedli i Fallen zaczęła chrupać ciepłe wędzone mięsko. 
-Powiedz mi coś więcej o sobie - zapytała delikatnie 
-Jestem Loki Laufeyson z Jottunheimu, i zaszczycono mnie chwalebnym celem by sprowadzić cię tutaj - zaśmiał się.
-Hahaha, okej panie Laufeysonie, haha a Odyn to twój ojciec co nie? - uśmiechnęła się szeroko i popiła z kieliszka. 
O boże, co to za dziwny napój? to bawarka? hm... nawet dobra... - pomyślała
-Nie jestem jego biologicznym synem... - z jego twarzy znikł uśmiech a wyraz twarzy zrobił się taki...nijaki - -Jak to? - dziewczyna uniosła brwi ze zdziwienia ale nagle sobie uświadomiła że on nie ściemnia. Loki wcale nie był podobny do Odyna. 
-Nie mam chęci o tym rozmawiać. Po prostu nie jest i tyle... nie wnikajmy w to. Moje życie nie jest wcale takie ważne by o nim opowiadać. Opowiedz o sobie - poprosił Loki
-Dobrze, nie będę naciskać. Twoje życie wcale nie jest nie ważne. Uważam że masz ciekawą osobowość, jesteś bardzo miły a takich ludzi trzeba poznawać - objęła go ręką po plecach. 
-Ciekawi cię życie mordercy i zwykłego kłamcy? 
-Kogo?! jakiego mordercy... 
Loki nagle pomyślał sobie jeśli powiem jak kim byłem kiedyś to ciekawe czy to zaakceptuje. Ja wątpię, bo każda dziewczyna nie chciała mieć ze mną nic wspólnego gdy o tym opowiedziałem. Jeśli ona to zaakceptuje to znaczy że to ta jedyna która na mnie zasługuje.
-To ja zrobiłem rzeź w Nowym Yorku, zniszczyłbym nawet całą rasę Jottunów. Chciałem zabić Odyna i Thora...ale się zmieniłem. Długa historia. Bóg kłamstwa nigdy się nie zmieni, zawsze zostanie porąbanym socjopatą, psychopatą i debilem ale teraz tak nie jest. Musisz mi uwierzyć... proszę, nie uciekaj ode mnie.
-Oj tam oj tam. Nie rozczulaj się już tak. Ja bym też z przyjemnością dokonała mordu na kilku osobach ,które przyczyniły się do tego, że miałam życie wręcz przejebane... Widocznie mocno cię zranili i dlatego miałeś powód.
Loki zamarł przez chwilę. Nie spodziewał się takiej reakcji i w ogóle takiej odpowiedzi! Uśmiechnął się szeroko.
-Nie sądziłem, że...że tak dobrze na to zareagujesz...n-na prawdę... a jak twoi rodzice?
-Moi rodzice...piją. Dniami i nocami. A później wchodzą radośnie do domu, z zabrudzonymi butami i obrzyganymi ciuchami wchodzą do mojego pokoju i znęcają się nade mną psychicznie i fizycznie. Padają słowa na K..., na es..., na pi... oraz lamentują jakim jestem nieukiem, kretynką, debilką i że żałują że mnie urodzili, że jestem paskudna... mh! a później ojciec bije mnie po twarzy a mama przytrzymuje...
I tak opowiadała chwilę o jej trudnej rodzinnej sytuacji, przy każdym słowie kapały jej łzy.
Loki przetarł czoło jedną ręką a drugą przytulił dziewczynę do siebie.
-Ja na twoim miejscu zarżnął bym ich jak świnie. Ile lat tak cierpisz?
-Dziesięć lat. W szpitalu byłam już nie pamiętam ile razy. Moja skóra ma wiele blizn po tłuczonej butelce. To wszystko wbijało mi się w skórę. Niektóre odłamki były tak drobne że nie dało się ich wyciągnąć. Jeden jest w piersi, drugi w ramieniu i jeszcze kilka na brzuchu.
Loki nie wiedział co powiedzieć. Zakrył dłońmi twarz i kiwał głową w obie strony wzdychając. Gdy Fallen zjadła odłożyła talerz na bok i przytuliła się mocno do przyjaciela a on objął ją.
Po posiłku poszli pospacerować po ogrodzie, powietrze w tym królestwie było bardzo czyste, aż chciało się oddychać. W Tennessee był straszliwy smog, unoszące się dymy fabryczne i spaliny samochodowe. Nie do zniesienia. Po tym cały czas bolała ją głowa. Wolała palić papierosa albo jointa niż wdychać spaloną przez samochody benzynę.
-Tu jest tak pięknie, nie sądziłam, że spotka mnie w życiu coś tak pięknego. A ja głupia chciałam się zabić... gdybym to zrobiła to nie miałabym okazji się tu znaleźć... i poznać ciebie. Teraz gdy tu jestem to niczego mi nie brakuje, nawet nie mam ochoty na narkotyk bo wolę zadowolić się twoją obecnością...- mówiła patrząc się w niebo.
Nagle Loki złapał ją za rękę i uśmiechnął w jej stronę. Fallen uśmiechnęła się spuszczając nieśmiało głowę.
-Jeśli się krępujesz...
-... nie! - przerwała mu - możesz mnie trzymać, to nie przeszkadza, hehe. Nie poznałam jeszcze całego Asgardu a przy tobie...czuję się bezpiecznie - ostatnie słowa wypowiedziała nieśmiało.
Matko, to niesamowite ale też trochę nie możliwe... czy Loki zakochał się we mnie? przecież on jest Bogiem. Nie mogłabym być z... Bogiem! ale on jest taki czuły i troskliwy... Gdy złapał mnie za rękę poczułam się jakbym dla kogoś była ważna. Poczułam się pierwszy raz przy kimś bezpiecznie.  
Mimo, że znamy się prawie dwa dni, to czuję jakby robił się dla mnie kimś bliższym. Z pewnością nie chciałabym go stracić bo jest jedyną osobą z którą mogę szczerze porozmawiać i to dzięki niemu tu trafiłam. W końcu to Bóg, potrafi goić rany.

Rozdział 1 "Jesteś śliczna"

Hej. No to przedstawiam wam 1 rozdział :). Bardzo się nad nim nagłowiłam. Mam nadzieję, że zostawicie swoją opinię w komentarzu bo to jest dla mnie bardzo ale to bardzo ważne! 
Następny rozdział na pewno jeszcze dzisiaj się pojawi!
_____________________________________________________________

Gdy w Tennessee nastała noc światło księżyca oświetlało wieżowce i domy mieszkalne tego zatłoczonego w dzień miasta. W barach zaczęła spotykać się młodzież nico młodsza od Fallen aby bawić się, pić i palić gdy ich rodzice pracują na nocnych zmianach. Latarnie uliczne zapaliły się przy jezdni. W Tennessee zawsze działy się bardzo dziwne rzeczy, codziennie ktoś kogo zamordował lub pobił, policja potrafiła interweniować nawet kilka razy w nocy. Takie sytuacje kompletnie nie zapewniały Fallen bezpieczeństwa, zwłaszcza gdy nocowała poza domem w brudnym, zimnym i ciemnym zaułku, w którym równie dobrze mógł spać żul. Było jej obojętne co stanie się jutro lub za kilka dni. Była w cholernym dołku i miała przesrane życie. Odkąd Fallen miała 10 lat, nie było ani jednego momentu w którym jej rodzice nie przyszli do domu pijani i nie zaczęli jej gnębić psychicznie a niekiedy nawet fizycznie. Wiele razy chciała się zabić, była po dwóch próbach samobójczych ale zawsze jakiś "idiota" pokrzyżuje jej plany i wezwie karetkę. Nieudana próba powieszenia się i przedawkowania tabletek przeciwbólowych. Zostało jeszcze podcięcie żył. Na to zbawcze dokonanie wciąż zbiera się na odwagę i rozmyśla co się z nią stanie gdy umrze. Siedząc w zaułku w jednej wielkiej kałuży, koło śmieci i pełzających szczurów rozmyślała co zrobić żeby sobie ulżyć. Czy ktoś w ogóle ją po chowa? Wciąż marzyła o lepszym życiu i w głębi serca miała nadzieję, że jakoś ułoży je sobie. Mając w torbie resztki jointa, wzięła do ust i zapaliła. Rozkoszowała się dymem narkotyku bo wiedziała, że gdy się skończy to bez tego skona. Jointy i papierosy były jej jedynymi przyjaciółmi. Pozwoliły się jej odprężyć i zapomnieć na chwilę o tym w jakim stanie się znajduje. W końcu zaczęła doznawać haju, wyszła z zaułka. Nie wiedziała, która była godzina ponieważ nie posiadała telefonu. Sprzedała iPoda na którego sama zapracowała by mieć narkotyki i papierosy. Ten telefon był jej nawet zbędny bo i tak nie miała do kogo napisać ani zadzwonić. Nikt się nawet nią nie interesował. Fallen była piękną dziewczyną i bardzo inteligentną jednak to głupota rodziców dopuściła by znajdowała się teraz w takim dołku. W takiej nicości.
Dziewczyna szła i szła, nie zwracała uwagi na ludzi którzy ją zaczepiali, nie chciała od nikogo pomocy. Za każdym razem machała ręką by się od niej odwalili. W końcu znalazła się na jakimś pustym suchym polu na którym nie rośni żadne źdźbło trawy. Stała i patrzyła się chwile w księżyc po czym zaczęła gorzko płakać. 
-Boże! dlaczego jesteś dla mnie tak bezlitosny! dlaczego wciąż chcesz bym żyła gdy ja nie chcę już żyć! - darła się połykając swoje słone łzy - odpowiedz mi!!! - krzyczała jeszcze głośniej ale nagle uciszyła się jakby coś do niej dotarło i starła łzy - zapomniałam, przecież Bogowie nie istnieją... kurwa, Fallen ogarnij się - zaczęła nagle mówić sama do siebie. W tym momencie zakręciło jej się w głowie i upadła znużona. Zasnęła na pustkowiu. Gdy nastał ranek czuła się już dużo lepiej, pogoda zrobiła się słoneczna i było bardzo ciepło. Przetarła śpiochy z oczu i podniosła się do siedzenia. Dziewczyna chciała oprzeć się ręką gdy poczuła nagle coś długiego i cienkiego na skórze. Odwróciła się i ujrzała dużego, czerwonego tulipana. Zaczęła zastanawiać się nad tym czy to w ogóle możliwe, żeby na takim pustkowiu pojawił się kwiat. Gleba była twarda i sucha. W dodatku nawet tego kwiatka nie zauważyła gdy przybyła w to miejsce. Pachniał cudownie, ciężko było jej opisać co to za zapach ale wąchając go czuła, że wszystko co negatywne upływa z niej. Zerwała go, wzięła swoją torbę i wąchając kwiat szła bez celu nie zastanawiając się gdzie. Przybyła nagle do biblioteki. Zastanawiała się dlaczego tam poszła. Było tam sporo ludzi zaczytanych. Biblioteka miała bardzo duże regały wypchane książkami, była bardzo bogato wyremontowana. Czerwony dywan na całym obszarze a ściany w złotym kolorze. Postanowiła, że przeczyta jakąś książkę. Wyciągnęła opowieść pt. "Gra o tron" i usiadła na dużym parapecie zakładając nogę na nogę. Czuła się dziś całkiem dobrze. Kończąc prolog opowiadania ktoś ją nagle zaczepił. Był to wysoki i szczupły mężczyzna, lekko umięśniony. Miał czarne włosy zaczesane do tyłu oraz szmaragdowe oczy. Biło od niego chłodem. Był ubrany jak jakiś urzędnik państwowy. Na jego widok rozszerzyłam oczy i zaczęłam poprawiać fryzurę. Książka spadła mi aż z kolan. Widać było, że rozśmieszyłam go lekko swoim nieokrzesaniem. Podniósł ją i podał uprzejmie kładąc znów na kolanach i otwierając na stronie na której czytałam. Wyglądał na inteligentnego. 
-Wybacz, że wystraszyłem. Chciałem tylko z kimś porozmawiać - zaczął chłopak siadając na przeciwko niej na parapecie. Skulił nogi i oparł się brodą o kolano.
-Em... nie wystraszył mnie pan, ja po prostu...zaczytałam się.
-Już na prologu? - uśmiechnął się szerzej jakby nie dowierzał
-Eee... emm...skąd pan wie, że zaczęłam dopiero p-prolog? - wytrzeszczyła oczy
-Ja wszystko wiem - uniósł brwi z uśmiechem. Wyglądał teraz na mądralę.
Kurwa mać, przecież nie ćpałam bóg wie jak?!  powiedziała w myślach dziewczyna mimo, że uśmiechnęła się sztywno.
- Skoro wie pan wszystko, to... kim jestem? - zamrużyła oczy i uśmiechnęła się jadowicie.
Lubię takie pomyślał chłopak i po chwili odpowiedział.
-Jest pani narkomanką i nazywa się Fallen Mistice - powiedział z neutralnym wyrazem twarzy.
Totalnie ją zamurowało, czuła się jak pojebana.
-kurwa mać... - szepnęła cicho pod nosem. Nagle szybko wciągnęła powietrze i zatkała sobie usta patrząc na chłopaka. Ten zrobił szeroki uśmiech i uniósł znów brwi dumnie. Fallen przełknęła ciężko ślinę.
-Nie powinnam była klnąć ale wytłumaczy mi pan do jasnej cholery kim jest?
-Loki - odpowiedział przybierając neutralny wyraz twarzy. 
-Miło poznać, a skąd jesteś?
-Z Asgardu
-Gdzie to jest? - zapytała otwierając usta
-Biliony kilometrów od Midgardu
W tym momencie się wkurwiła, czuła się jak jakaś idiotka.
-Pan sobie robi żarty ze mnie, nie zamierzam dłużej ciągnąć tego żałosnego dialogu. Do widzenia.
-Nie chcesz lecieć tam ze mną? twoje życie stało by się królewskie i błogie - powiedział kusząco Loki
Fallen westchnęła głośno. Stała chwilę w miejscu w końcu postanowiła się przysiąść. Zwisało jej już co on o niej myśli. W końcu zawsze pokazywała się ze złej strony. Zawsze była najgorsza. A może to jakiś psychopata, który chce ją zgwałcić lub zabić? a... właściwie to wszystko jej jedno.
Loki wyciągnął rękę w jej stronę.
-Złap mnie za rękę. Zaufaj mi a twoje życie zmieni się na lepsze.
-Wiem, że to życie jest śmiercią. W końcu po mnie przybyła! zamknęła oczy na moment i podała mu rękę.
Poczuła nagle jak odrywa się niezwykle szybko od ziemi i leci z Lokim w górę.
-To nie jest śmierć, tylko kraina Bogów w której zamieszkasz ze mną - szepnął jej do ucha bo trzymał ją mocno za rękę tuż obok. Była bardzo zszokowana tym co się teraz dzieje. Czuła ucisk w gardle i nie mogła wydukać żadnego słowa z siebie.
Nagle obydwoje znaleźli się na tęczowym moście na którym stał człowiek ubrany w złotą zbroję i hełm ze skrzydłami. Trzymał duży miecz.
-Witaj książę Loki - powitał go z szacunkiem - Fallen, ciebie również witam - pocałował dziewczynę w rękę - Wszechojciec już na was czeka - uśmiechnął się do nich i znów skierował swoje złote oczy w galaktykę.
-Czy ja umarłam? powiedz prawdę, czy ja nie żyję?
-Wciąż żyjesz i wciąż możesz wrócić na Ziemię ale teraz jesteś w moim królestwie - powiedział pewnie obdarzając ją lekkim uśmiechem. Ona uśmiechnęła się szeroko oglądając wszystko dookoła.
-Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego miejsca, te drzewa, budynek i... Oh! Zamek! jasna mać, ale zajebiście! - mówiła wzruszona ze łzami w oczach i wielką ekscytacją.
Loki zaśmiał się cicho pod nosem. W końcu znaleźli się w ogromnym złotym zamku z kolumnami. Na tronie siedział Wszechojciec.
-A cóż to za piękna kobieta, która z tobą przybyła? - uśmiechnął się starzec bardzo pogodnie.
-To jest... - zaczął chłopak
-Fallen Mistice - przerwała Lokiemu i ukłoniła się przed Odynem z wielkim szacunkiem. Już wchodząc zobaczyła, że ma do króla Asgardu przed swoim obliczem bo siedział na ogromnym tronie i trzymał berło.
-Ah to ty! - powiedział radośnie - słyszałem, że masz bardzo ciężkie życie. Loki dostrzegł cię w Midgardzie gdy szłaś chodnikiem cała przemoczona ale byłaś w dość dziwnym stanie, czy wytłumaczysz nam to?
-Hm...dziwny stan... chodzi o bycie na haju?
-Haj? co to za kraina? - zapytał gładząc swoją brodę
-To nie kraina, tylko stan - powiedziała uśmiechając się
-Narkotyki? czy to są jakieś zioła?
Wygląda na to, że będzie musiała mu bardzo dokładnie wszystko wytłumaczyć i nie zmyślać.
-To joint, podobny do papierosa, którego przyjmują ludzie. Haj to stan relaksu po zażyciu marihuany. Właściwie to po pewnym czasie umiera się po ich przedawkowaniu.
-Już rozumiem. Musisz to porzucić, wiesz? nawet jeśli jesteś uzależniona.
Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Mam porzucić moje jointy? go chyba kurwa mać posrało na miejscu, to wszystko co mam! o bożę... co ja wygaduję! Fallen ogarnij się... spokojnie, nie denerwuj się tylko słuchaj się!... przecież to dla mojego dobra!
-Tak jest. Tylko że ja ni... - nagle zatrzymała się w połowie zdania i zaczęła przewracać oczami w prawo i lewo zastanawiając się nad tym co teraz chciała powiedzieć. Nie mogła porzucić nałogu. Mózg kazał mi go brać a serce nie. Co wybrać.
-Wiem, że ci nie będzie z tym łatwo. Posłuchaj swojego serca, Fallen...jesteś bardzo piękną kobietą i nie widziałem nigdy takiej urody kobiecej jak twoja, nie niszcz się więcej. Loki zaprowadzi cię do twojego nowego pokoju - powiedział ze smutkiem i żalem.
Fallen odrzuciła myśli o braniu narkotyków.
-Tak jest - westchnęła z bólem i poszła za Lokim który stał uśmiechnięty i wyciągał w jej stronę rękę.
Musiała przyznać, że zrobiło jej się bardzo miło gdy Odyn powiedział jej komplement na temat jej urody. Poczuła się wtedy bardziej wartościowo i pewniej siebie. Jednak jej ubiór nie był już taki łady. Zabrudzone jeansowe spodnie, biała bluzka i jeansowa kamizelka były śmierdzące i potargane. Aż się zdziwiła że Loki nawet na to nie po narzekał i jeszcze tak miło się do niej uśmiecha. Może jej życie w końcu zmieni się na lepsze, powoli zaczęła tak myśleć. Nagle Loki pchnął delikatnie ręką drzwi od ogromnej komnaty. Było tam wszystko, Fallen wstrzymała oddech i patrzyła się z niedowierzaniem. Tak, że czuła że mdleje i upada na czyjeś ręce. Na chwilę widzi ciemność.
Nagle budzi się w ten samej komnacie w której straciła przytomność. Koło niej siedzi Loki.
-Co ze mną było? - zapytała, podnosząc się do siedzenia
-Zemdlałaś z wrażenia - uśmiechnął się szeroko
-Kurwa... - przeklęła cicho kładąc rękę na czole myśląc, że Loki tego nie usłyszał, ale on roześmiał się głośno. Uświadomiłam sobie, że przeklęłam znowu i zatkałam sobie usta ręką.
-Ja też przeklinam, nie przejmuj się taką drobnostką. Zobaczysz, przyzwyczaisz się do tego miejsca, teraz już będzie coraz lepiej i nikt cię nie skrzywdzi - pocieszał chłopak. Mówił z wielką troską.
-Dziękuję - powiedziała zdziwiona - bardzo dziękuję... nie wiem co powiedzieć...
-W szafie znajdziesz wszystkie ubrania jakie sobie tylko zażyczysz w myślach. One się pojawią automatycznie - uśmiechnął się
-To szafa życzeń? - wstała z łóżka i otworzyła ją. Była pusta. Zamknęła ją i pomyślała chciałabym najpiękniejszą sukienkę na świecie, jakiej nikt inny nie ma i jakiej nie można kupić nigdzie oraz białe buty. Otworzyła ponownie i ujrzała to co chciała ujrzeć. Ze wzruszenia poleciały jej łzy z oczu. Loki uśmiechnął się szeroko.
-Na co czekasz? ubierz ją, jest prawdziwa.
Dziewczyna zaczęła macać ją z niedowierzania. Ściągnęła z wieszaka i weszła do drugiego pomieszczenia w swojej komnacie. Była to toaleta. Zamknęła się i zaczęła ściągać stare i brudne ubrania. Rozmiar sukienki był idealnie dopasowany i wyglądała w niej niesamowicie. Nie wiedziała jakimi słowami to wszystko opisać co ją tego dnia spotkało. Postanowiła, że rozpuści swoje długie ciemne włosy. W końcu wyszła i stanęła przed Lokim.
-I jak?
Gdy Loki ją ujrzał wyprostował plecy, otworzył usta z zachwytu lekko się uśmiechając i patrzył się na nią od góry do dołu. Coraz bardziej mnie kręci ta dziewczyna pomyślał chłopak.
-Cudownie. Odyn dobrze mówił bo jesteś na prawdę śliczna - powiedział z namiętnością w głosie.
-Hahaha, bo się zarumienię! - powiedziała, już prawie purpurowa na twarzy i zacisnęła usta w wąską kreskę spuszczając głowę. Zapanowała krępująca cisza. Loki wstał z krzesła i podszedł do Fallen, ta podeszła do niego szybciej i przytuliła go mocno. Nie spodziewał się tego, jednak odwzajemnił uścisk gładząc ją ręką po głowie.
-Brakowało ci tego, prawda? - szepnął
-Nawet nie wiesz jak bardzo... - odpowiedziała z lekkim drżeniem w głosie.
Nagle poczuł, że płacze. Nie mylił się, bo zaczęły jej spływać łzy po policzkach. Wtulił ją w siebie najbliżej jak tylko mógł łapiąc za talię jedną ręką a drugą gładził włosy. Fallen poczuła, że zyskała przyjaciela.

Powitanie

Cześć, jestem Agnieszka i chciałabym was wszystkich bardzo zachęcić do czytania mojego opowiadania.
Bardzo proszę, abyście zostawiali komentarze pod rozdziałami. Jest to dla mnie ważne, dzięki temu wiem jak dalej pisać i co poprawić. 
Od razu mówię, że nie mam wielkiego talentu w pisaniu powieści dlatego może się zdarzyć że popełnię jakiś błąd. Nie zniechęcajcie się już na wstępie bo ta historia będzie bardzo piękna. 


Lady Loki